sobota, 23 lutego 2013

Rozdział I

   Czekałam w pełnym napięciu na ocenę z matmy. Nauczycielka rozdawała pracy bardzo powoli, co mnie bardzo irytowało. Chciałam jak najszybciej wiedzieć czy zdałam II semestr. Nagle podeszła do mnie, zrobiła dziwną minę i rzuciła mi gwałtownie pracę na stolik.
   ,,Znowu jedynka, mama mnie zabije!''-pomyślałam. Musiałam ukryć twarz, ponieważ po policzkach lały się strumienie łez.
-Bardzo mi przykro, że niektórzy nie zaliczyli II semestru. Przez cały rok powtarzałam was, żebyście systematycznie uczyli się z lekcji na lekcje. Niestety nie posłuchaliście takie są konsekwencje. Będę musiała zadzwonić do waszych rodziców i poinformować ich o tym. A teraz możecie się spakować, za chwilę będzie dzwonek.-oznajmiła matematyczka.
   Wytarłam dłonią podpuchnięte oczy, spakowałam się i ruszyłam do wyjścia, pomimo tego, że nie zadzwonił jeszcze dzwonek. Była godzina 13.00 czyli zaraz będzie Biologia i Angielski. ,,Mam gdzieś tą szkołę, idę do domu!''. 
   Stanowczym krokiem ruszyłam ku wyjścia. Na Nowojorskiej ulicy panował duży ruch. Przed naszą szkołą panował ogromny korek, więc nie było mowy o zamówieniu taksówki. ,,Pobiegnę, może trochę schudnę.'' Biegłam przez Central Park, chodnikami, przebiegałam przez kilkanaście ulic, aż w końcu zdyszana dobiegłam do mojej kamienicy. Usiadłam na schodach, by trochę odsapnąć. ,,Hmm, co ja powiem mamie? Coś wymyślę. A co z oceną? Poczekam do jutra, może zdam się na odwagę.'' 
   Energicznym krokiem ruszyłam do pachnącej pieczenią kuchni. Gdy mama mnie zobaczyła, wyłączyła palnik, ściągnęła fartuch i oczywiście zaczęła się wypytywać : Dlaczego tak wcześnie? Odwołali lekcje? Coś się stało? Co nabroiłaś? Mam zadzwonić do wychowawczyni?  
-Mamo, nic się nie stało, słabo mi się zrobiło, więc wróciłam do domu.
-Twoja wychowawczyni wie o tym?-zapytała lekko zdenerwowana mama.
-Yyy, no nie wie.
-Jennifer, mam już tego dość, że uciekasz z lekcji kiedy Ci się podoba. Na pewno Ci nic nie jest tylko udajesz. Powiedz co się stało. Prędzej czy później i tak się dowiem.
-Boże mamo przestań, dlaczego mam nie robić co mi się podoba?! Ty jakoś mogłaś rozwieźć się z tatą, nie pytając mnie o zdanie!-krzyknęłam. 
   Mama westchnęła ciężko i wyglądała jakby miała zamiar się rozpłakać.
-Nie musisz mi tego wypominać, dobrze? Zrobiłam to co uważałam za najlepsze...
-No widocznie, nie było to najlepsze rozwiązanie. Zobacz gdzie my żyjemy?! Tu śmierdzi, w moim pokoju jest pleśń, a wieczorem woda jest żółta! Z tatą miałam wszystko! Ty mi na nic nie pozwalasz, nic mi nie dajesz!-krzyczałam przez łzy.
-Wiesz dobrze, że mnie na to nie stać Jen...-łkała mama. Zrobiło mi się jej trochę żal.
-No to weź pomyśl zanim coś zrobisz!-powiedziałam, wycierając łzy.-Dla twojej wiadomości dostałam jedynkę z matematyki, nie zaliczyłam semestru i dobrze mi z tym! Nie będziesz już miała czym się chwalić przed twoją rodziną! 
-Ale ty mi nie zrobiłaś na złość, zrobiłaś na złość sobie. Nie pójdziesz do wyższej szkoły, a zawsze chciałaś iść na medycynę prawda? Cóż to był twój wybór...-powiedziała mama, wycierając chusteczką nos.- A teraz idź do pokoju i daj mi święty spokój... -mówiąc to założyła ponownie fartuch i wzięła się za gotowanie. 
   Weszłam do mojego pokoju, rzuciłam torbę na podłogę i położyłam się na łóżku. Miałam ochotę teraz wypłakać się i wyżalić mojemu tacie, lecz jego nie było. Mama kazała mu się wyprowadzić. Do dnia dzisiejszego nie wiem dokładnie dlaczego to zrobiła. Zdradzał ją? Niemożliwe! Więc co? Próbowałam nie myśleć o tym, lecz nie mogłam. Zupełnie zapomniałam o jedynce. Wzięłam z górnej półki nad moim łóżkiem stary album i postanowiłam powspominać stare czasy. Były tam nasze wspólne, rodzinne zdjęcia, tata na swoim koniu, tata na zawodach konnych, tata ubrany w strój kowbojski, ja na kucyku... Na jednym zdjęciu mama, tata i ja siedzieliśmy na zimnokrwistym, karym koniu. Byliśmy tacy szczęśliwi i radośni. Poleciały mi łzy, które poleciały prosto z moich oczu na wizerunek ojca. 
   Zasnęłam z albumem w ręku.

                                                               *  *  *
   Obudziłam się około godziny 18.00. Wstałam, przetarłam oczy i zorientowałam się, że album, który oglądałam leży na podłodze. Nagle przypomniałam sobie o kłótni z mamą i o jedynce z matematyki. ,,Muszę ją przeprosić, głupio się zachowałam''-pomyślałam.
   Odłożyłam album na półkę i poszłam do salonu. Mama siedziała na sofie i czytała książkę. Gdy weszłam, spojrzała na mnie i rzekła:
-W mikrofalówce jest kawałek pizzy, musisz sobie ją tylko podgrzać.-oznajmiła i skupiła uwagę na książce.
-Nie jestem głodna.-powiedziałam.
-Trudno.
-Mamo...-zaczęłam
-Tak?
-Przepraszam Cię za moje zachowanie, dziecinnie się zachowałam. Już tak nie będę.
-Dobrze.
-Tylko : dobrze?! Nie dasz mi szlabanu, nie zabierzesz mi komputera?
-Nie. - powiedziała.-Mam lepszą karę.
-Jaką?!
-Dzwoniłam przed chwilą do twojego wujka, do tego co ma ranczo w Montanie. Pamiętasz go? Brat twojego ojca...
-Tak, kojarzę go.-powiedziałam i usiadłam koło mamy na sofie.
-Postanowiłam, .że pojedziesz do niego na całe wakacje. Nauczysz się sprzątać, gotować i być posłuszną.
-Mamo, nie.-zaprotestowałam-Przecież w sierpniu jadę z Elizą do Teksasu!
-Niestety nie pojedziesz...
-Ale planowałyśmy ten wyjazd od dawna! Co ja jej teraz powiem?
-Musisz odmówić, przykro mi, ale musisz ponieść jakieś konsekwencje.
-Wszystko tylko nie to, proszę Cię mamo...
-Koniec tematu! Wyjeżdżasz pojutrze, możesz już spakować swoje rzeczy.
-Mamo, proszę Cię...
   Ale mama już nie słuchała. Pogrążyła się w lekturze. Wstałam i z naburmuszoną miną ruszyłam do swojego pokoju. Byłam strasznie wściekła na mamę. Jak ona mogła mi to zrobić?!
   Eliza to była moja najlepsza przyjaciółka. Planowałam z nią wyjazd do Teksasu od bardzo dawna. Zbierałyśmy na niego prawie 2 lata, a teraz mam jej powiedzieć, że nie pojadę?! To niemożliwe! Po co mama mi każe jechać do wujka? Nie rozumiem jej. Nie chodziło oto, że nie lubię jeździć do wuja. Wuj David ma ogromne ranczo. Jako mała dziewczynka lubiłam tam spędzać czas. Jeździłam na kucykach, karmiłam bydło, chowałam się w sianie, gdy nadchodził czas kąpieli. Miło, by było znowu tam pojechać powspominać dawne czasy, ale Nowy Jork jest inny. Tutaj było moje miejsce. Nie chcę tam jechać, by ,,nauczyć się czegoś''.